Titres
Artistes
Genres
Pochette du titre Szepty, Krzyki

Szepty, Krzyki

8:47horreurcore Album Redrum 2020-12-11

Paroles et traduction

Original

Taśma numer dwadzieścia siedem.
Pacjent wyraził zgodę na nagrywanie terapii w formie audio.
Sesja numer dziesięć.
Dzień dobry Panu.
Proszę się nie wywołać. Proszę usiąść.
Proszę powiedzieć, czy dobrze się Pan czuje?
-I co się wtedy dzieje? -I wtedy tabletki przestają działać.
I przychodzą ludzie z moich snów i tańczymy razem wokół sterty kości.
Mają czarne dłonie i czarne języki i śpiewamy tak do białego rana.
To były urodziny kumpla z klasy, jedenaście lat miał.
Tort, prezenty, ziomki z budy, pokój obok.
Ojciec, matka, jego starszy brat zabrał nas po cichu na strych i uprzedził, że to nie jest zabawa dla pizd.
Za mgły pamiętam, usiedliśmy w kółku na glebie, zapaloną świeczkę postawił na kartce z alfabetem.
Trzymając się za ręce siedzieliśmy kilka chwil i nawet nie pamiętam, kiedy urwał mi się film. Z dwie, trzy godziny później ocknąłem się w szpitalu.
Przy łóżku obok mnie siedzieli mamusia i tatuś. Lekarz mówił coś o krwiaku. Robili mi badania.
Wsadzili mnie w maszynę, która w chuj hałasowała.
Po tym zajściu cała szkoła plotkowała, że podobno przy wywoływaniu duchów stała się jakaś okropność i że mogę mieć coś z głową.
Choć uspokajał doktor, że omamy w moim wieku zdarzają się non stop. Mordo, to był dopiero początek domina.
Nigdy więcej już nie byłem na niczyich urodzinach, bo zaczęli mnie unikać, jakby świat o mnie zapomniał i nawet nauczyciele bali się mnie jak ognia.
Nie sądziłem, że katorga dopiero się zaczęła. Rówieśnicy budowali bazy, chodzili po drzewach.
I mniemam, że fantazja jest normą w głowie dziecka.
Lecz ja dam se rękę uciąć, że wiatr coś do mnie szeptał. Raz szedłem przez cmentarz po korepetycjach z matmy.
Serio mi się wydawało, że słyszę jęki umarłych, że pełzną mi do czaszki, więc przyśpieszyłem kroku, by wpaść przez przypadek do świeżo wykopanego grobu. Znowu pobudka, szpital.
Ktoś wezwał karetkę. Obok mnie siedziała mama i trzymała mnie za rękę.
Lekarz wypisał receptę na senne tabletki. Nie ma się co martwić ponownie nas zapewnił.
Na żadnej lekcji już skupić się nie mogłem.
Wszystko było niewyraźne, jakbym widział świat przez folię.
W mej głowie rodziła się jakaś nowa tożsamość i naprawdę nie wiem, ile mnie we mnie jeszcze zostało.
Te tabletki usypiają, lecz co noc w chorych snach ktoś mnie ciągle przyzywa niczym matkę głodny ptak.
Dosyć mam, jak to wspominam. Serce pęka jak w imadle.
Rodzice podczas kłótni nazywali mnie dziwadłem. Jedzenie w gardle zaczęło mi puchnąć.
Wszystko, co chciałem zjeść, waliło niczym truchło.
Myślałem, że mi cuchną ręce i mam brudne palce, więc starłem je do krwi szczotką w szkolnej umywalce.
W czwartek mnie odwieźli karetką na ośrodek.
Przeleżałem pod biurkiem nieruchomo całą środę, bo głos w mojej głowie zaczął przybierać postać jakąś bliżej nieokreśloną dziewczynkę lub chłopca. To ma dwie pary oczu. Strach mnie przepełnił.
Od tego dnia słyszę jego dziwny głos bez przerwy. Kazał mi nic nie mówić nikomu i siedzieć w ciemni.
Powiedział, że od teraz kroczę ścieżką lewej ręki.
Do dziś mnie gnębi, choć minęło tyle lat. Słyszę go, jak się obudzę. Widzę go, jak idę spać.
Powiedz, ile mam cierpieć?
Mija druga dekada, a ja dożyłem trzydziestki w zamkniętych zakładach.
Zajadam farmakologiczne środki na garści, oglądam telewizję, mam twarz białą jak wampir. Czuję się jak zakładnik, bo nie ucieknę z ciała.
I w końcu posłuchałem głosu, żeby zacząć kłamać.
Na pytania psychiatry, co tam u mnie i w ogóle odpowiadam, że o dziwo z dnia na dzień się lepiej czuję.
Mogę nie brać już pigułek. Wszystko jest okej. Aż zmęczony lekarz w końcu podpisał mi glejt.
Nie, nie, naprawdę bardzo się cieszę, że już Panu lepiej.
Życzę wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
No i mam nadzieję, że będziemy się spotykać jak najrzadziej, prawda? No to co?
Dużo zdrowia i takiej siły wewnętrznej Panu życzę.
Do widzenia.
Czterooka postać z moich snów odwiedza mnie coraz częściej.
Ma skórę cienką jak papier, widać organy i mięśnie.
Za każdym razem, gdy nie śpię, dochodzi mnie jego głos. Każe mi rozbijać okna, połykać tłuczone szkło. Wymiotowałem znów krwią.
Tak bardzo boję się usnąć, a postać z moich koszmarów już nie jest jedynym mówcą.
Gdy mijam lustro, nie patrzę, bo zawsze ktoś stoi obok, a jak się zacznę rozglądać, to wokół nie ma nikogo.
Wychodzę nocą na spacer, podążam przez puste miasto. Czuję ich wzrok na sobie. Po prostu stoją i patrzą.
To, co umarło, powinno nie żyć. Koniec i kropka. Czemu akurat ze mną chcą nawiązać kontakt?
Czterooki obojniak moim szaleństwem się karmi.
Po całym domu się rzucam, odganiam głosy umarłych. Jestem jak żywy nadajnik, jak stare radio Unitry.
Zapijam wódką tabletki, żeby tylko umilkli. Podczas czytania Biblii sparaliżował mnie strach.
Ze starej szafy w sypialni dochodził dziecięcy płacz.
Chciałem wstać i tam podejść, gdy nagle lament się urwał i coś niespodziewanie wypchnęło szuflady z biurka. Kurwa, mówią mi, że obłęd mam w oczach.
Straciłem wszystkich znajomych i wyglądam jak kloszard. Widziałem wczoraj twarz w oknie.
Ktoś jakby sprawdzał, czy nie śpię. To było dość dziwne, bo mieszkam na czwartym piętrze.
Ten głos kąsa jak szerszeń. Psycha mi pęka jak krwiak.
Przestaję odróżniać prawdę od wizji, które mam w snach. Na chwilę chciałbym być sam. Błagam, niech w końcu się zamkną.
Jakiś cień krępnął obok i chyba ktoś stoi za mną. Tak bardzo chcę spokoju.
Diler daje mi skreskę. Nawet nie wiem, coś pan. Grunt, że czwartą noc nie śpię.
Tęsknię za normalnością.
Moje życie to piekło, bo choć nie widzę nikogo, to czuję czyjąś obecność.
Jak już muszę się zdrzemnąć, to często nęka mnie powracający co jakiś czas ten sam sen, gdzie niczym czerw się wije w korytarzu setek rąk pojawiających się w nieskończoność nie wiem skąd. Jak ktoś się pyta, co tam, odpowiadam: spoko, w chuj.
W kuchni z sufitu jakiś upiór zwisa głową w dół, z jego ust żółć wypływa, a. . . . . .
I sam nie wiem, czy to prawda, czy wytwór mojej fantazji.
W ostatnim czasie czterooki skrócił dystans. Widzę go w odbiciu kałuż i sklepowych wystaw.
I dzisiaj to wspominam z nieukrywanym żalem.
Nie sądziłem, że najgorsze dopiero miało nadejść.
Oddycham ciężko, wokół mleczna biel, dziwne uczucie lekkości.
Płynę w najgęstszej z mgieł. Pamiętam coś jak przez sen.
Na oścież otwarte okno i jestem niemalże pewien, że nagle ktoś mnie popchnął.
Bardzo wolno wszystko wokół nabiera kształtu. Kobieta mówiąca do mnie ma biały fartuch.
Równomierny dźwięk maszyn jak wskazówki w zegarku.
Mrużę oczy, chociaż światło jest bledsze niż marmur. Nie wiem, ile czasu jestem tu, ale to chyba szpital.
Kontakt z rzeczywistością co kilka chwil zanika. Czuję się nijak.
Ktoś pyta mnie, czy czuję ból. Lekarka coś mówi o paraliżu od szyi w dół.
Sens tych słów dopływa do mnie powoli, podczas gdy leżę bezczynnie, cicho niczym monolit.
Podnoszę oczy, protestuję.
Chcę wstać i stąd wybiec, a pielęgniarka bez pośpiechu ściera z ust mi ślinę. Próbuję krzyczeć. Kończyny odmawiają współpracy.
Mimo bezruchu się miotam, rzucam bezdźwięcznie kurwami.
Nikt mnie nie słyszy, nie czai, mimo że potwornie rzężę. Nie sądziłem, że we własnym ciele skończę jak więzień.
I tak dzień w dzień mi mija, choć to nie jest najgorsze.
Skłamałbym, jeślibym stwierdził, że czas spędzam samotnie, bo naprzeciwko łóżka, nieruchomo jak portret, to czterookie coś przygląda się mej katordze. Mam w głowie jego głos.
Znowu przyzywa innych. Ich krzyk zdarty od płaczu w mózg się wbija jak szpilki.
Brak sił mi.
Modlę się, że mnie na śmierć zamęczą, a w mym nieruchomym ciele umysł wchłania szaleństwo. Chcę płakać jak dziecko. Co mam zrobić?
No kurwa, nie mogę poruszyć palcem. Jestem przykuty do łóżka.
Z wyrazem bólu na ustach słyszę non stop ich krzyk. W tej horrorycznej stagnacji będę do końca swych dni.
Ja wiem, że dziś ciągną was zakazane zabawy, lecz pamiętajcie, że niektórych błędów się nie naprawi. Już pora spać skrzaby, myjcie zęby i do łóżeczek.
Nie igrajcie nigdy z czymś, czego nie rozumiecie.

Traduction en français

Bande numéro vingt-sept.
Le patient a consenti à l'enregistrement audio de la thérapie.
Séance numéro dix.
Bonjour Monsieur.
S'il vous plaît, ne vous laissez pas déclencher. Veuillez vous asseoir.
S'il vous plaît, dites-moi, vous sentez-vous bien ?
-Et que se passe-t-il alors ? - Et puis les pilules ne fonctionnent plus.
Et les gens de mes rêves viennent et nous dansons ensemble autour du tas d'ossements.
Ils ont les mains noires et la langue noire et nous chantons comme ça jusqu'à l'aube.
C'était l'anniversaire d'un camarade de classe, il avait onze ans.
Gâteau, cadeaux, potes du chenil, la chambre d'à côté.
Père, mère et son frère aîné nous ont emmenés tranquillement au grenier et nous ont prévenus que ce n'était pas un jeu de cons.
Je me souviens vaguement, nous étions assis en cercle par terre, une bougie allumée était posée sur un morceau de papier avec l'alphabet dessus.
Nous sommes restés assis, main dans la main, pendant quelques instants et je ne me souviens même pas de l'heure à laquelle le film s'est arrêté. Deux ou trois heures plus tard, je me suis réveillé à l'hôpital.
Maman et papa étaient assis à côté de moi sur le lit. Le médecin a parlé d'un hématome. Ils m'ont fait des tests.
Ils m'ont mis dans une machine qui faisait beaucoup de bruit.
Après cet incident, toute l’école racontait que quelque chose de terrible s’était produit lors de l’invocation des esprits et qu’il pourrait y avoir un problème avec ma tête.
Même si le médecin m'a rassuré sur le fait que les hallucinations arrivent tout le temps à mon âge. Mordo, ce n'était que le début des dominos.
Je ne suis plus jamais allée à la fête d'anniversaire de quelqu'un parce qu'ils ont commencé à m'éviter, comme si le monde m'avait oublié, et même les professeurs étaient terrifiés par moi.
Je ne pensais pas que les difficultés ne faisaient que commencer. Mes pairs ont construit des bases et grimpé aux arbres.
Et je suppose que la fantaisie est la norme dans l’esprit d’un enfant.
Mais je n'arrive pas à croire que le vent me murmure quelque chose. Une fois, je me promenais dans le cimetière après le cours de mathématiques de ma mère.
Je pensais sérieusement entendre les gémissements des morts ramper dans mon crâne, alors j'ai accéléré le pas pour tomber accidentellement dans une tombe fraîchement creusée. Se réveiller à nouveau, hôpital.
Quelqu'un a appelé une ambulance. Ma mère s'est assise à côté de moi et m'a tenu la main.
Le médecin lui a prescrit des somnifères. Il n’y a rien à craindre, nous a-t-il encore assuré.
Je ne pouvais plus me concentrer sur aucun cours.
Tout était flou, comme si je voyais le monde à travers du papier aluminium.
Une nouvelle identité était en train de naître dans ma tête et je ne sais vraiment pas ce qu'il reste de moi en moi.
Ces pilules m'endorment, mais chaque nuit, dans mes rêves malades, quelqu'un continue de m'appeler comme un oiseau affamé appelle sa mère.
J'en ai marre de me souvenir de ça. Mon cœur se brise comme un étau.
Mes parents m'ont traité de monstre lors des disputes. La nourriture dans ma gorge a commencé à enfler.
Tout ce que je voulais manger s’est effondré comme un cadavre.
Je pensais que mes mains sentaient mauvais et que mes doigts étaient sales, alors je les ai frottés avec une brosse dans l'évier de l'école.
Jeudi, ils m'ont emmené en ambulance au centre.
Je suis resté immobile sous mon bureau tout le mercredi parce que la voix dans ma tête commençait à prendre la forme d'une fille ou d'un garçon indéterminé. Il possède deux paires d'yeux. J'étais rempli de peur.
À partir de ce jour, j’entendis sans arrêt sa voix étrange. Il m'a dit de ne rien dire à personne et de rester dans la chambre noire.
Il a dit qu'à partir de maintenant, je suivais le chemin de gauche.
Cela me dérange encore aujourd’hui, même si de nombreuses années ont passé. Je peux l'entendre quand je me réveille. Je le vois quand je m'endors.
Dis-moi combien dois-je souffrir ?
La deuxième décennie passe et j'ai vécu jusqu'à trente ans dans des usines fermées.
Je mange des poignées de produits pharmaceutiques, je regarde la télévision, mon visage est blanc comme celui d'un vampire. Je me sens comme un otage parce que je ne peux pas échapper à mon corps.
Et finalement j'ai écouté la voix pour commencer à mentir.
Lorsque le psychiatre me demande ce qui m'arrive, je réponds que, étonnamment, je me sens mieux chaque jour.
Je ne prendrai peut-être plus les pilules. Tout va bien. Jusqu'à ce que le médecin fatigué signe enfin mon certificat de sauf-conduit.
Non, non, je suis vraiment très contente que tu te sentes mieux.
Je vous souhaite tout le meilleur dans votre nouveau chemin de vie.
Bon, j'espère qu'on se croisera le moins possible, non ? Et alors ?
Je vous souhaite beaucoup de santé et de force intérieure.
Au revoir.
La silhouette à quatre yeux de mes rêves me rend visite de plus en plus souvent.
Sa peau est fine comme du papier, ses organes et ses muscles sont visibles.
Chaque fois que je suis réveillé, j'entends sa voix. Il me fait casser des vitres et avaler du verre brisé. J'ai encore vomi du sang.
J'ai tellement peur de m'endormir et le personnage de mes cauchemars n'est plus le seul à parler.
Quand je passe devant un miroir, je ne regarde pas car il y a toujours quelqu'un à côté de moi, et quand je commence à regarder autour de moi, il n'y a personne autour.
Je me promène la nuit, je traverse la ville vide. Je sens leurs yeux sur moi. Ils se contentent de rester debout et de regarder.
Ce qui est mort devrait être mort. C'est tout, point final. Pourquoi veulent-ils me contacter spécifiquement ?
L'androgyne à quatre yeux se nourrit de ma folie.
Je cours dans la maison, chassant les voix des morts. Je suis comme un émetteur vivant, comme une vieille radio Unitra.
Je bois des comprimés de vodka juste pour les faire taire. En lisant la Bible, j'étais paralysé par la peur.
Un cri de bébé provenait de la vieille armoire de la chambre.
J'avais envie de me lever et d'y aller quand soudain les lamentations s'arrêtèrent et quelque chose de façon inattendue poussa les tiroirs hors du bureau. Putain, on me dit qu'il y a de la folie dans mes yeux.
J'ai perdu tous mes amis et j'ai l'air d'un perdant. J'ai vu un visage à la fenêtre hier.
Quelqu'un semblait vérifier si j'étais réveillé. C'était assez étrange car j'habite au quatrième étage.
Cette voix pique comme un frelon. Mon esprit se brise comme un hématome.
Je n'arrive plus à distinguer la vérité des visions que j'ai dans mes rêves. J'aimerais être seul pendant un moment. Je te supplie de te taire enfin.
Une ombre s'est déplacée à proximité et je pense que quelqu'un se tient derrière moi. Je veux tellement la paix.
Le concessionnaire me donne du fil à retordre. Je ne sais même pas, monsieur. Dommage que je n'ai pas dormi la quatrième nuit.
La normalité me manque.
Ma vie est un enfer car même si je ne vois personne, je sens la présence de quelqu'un.
Quand j'ai besoin de faire une sieste, je suis souvent en proie au même rêve qui revient de temps en temps, où comme un ver se tord dans un couloir de centaines de mains surgissant sans fin de nulle part. Quand quelqu'un demande ce qui se passe, je réponds : cool, merde.
Dans la cuisine, un fantôme est suspendu la tête en bas au plafond, de la bile coule de sa bouche, et... . . . .
Et je ne sais pas si c'est vrai ou si c'est le fruit de mon imagination.
Récemment, l’homme aux quatre yeux a raccourci la distance. Je le vois dans le reflet des flaques d'eau et des vitrines des magasins.
Et aujourd’hui, je m’en souviens avec un regret non dissimulé.
Je ne pensais pas que le pire était à venir.
Je respire lourdement, un blanc laiteux autour de moi, une étrange sensation de légèreté.
Je nage dans le brouillard le plus épais. Je me souviens de quelque chose comme dans un rêve.
La fenêtre était grande ouverte et je suis presque sûr que quelqu'un m'a soudainement poussé.
Tout autour prend forme lentement. La femme qui me parle porte une blouse blanche.
Le bruit régulier des machines comme les aiguilles d’une horloge.
Je plisse les yeux, même si la lumière est plus pâle que le marbre. Je ne sais pas depuis combien de temps je suis ici, mais je pense que c'est un hôpital.
Le contact avec la réalité disparaît à intervalles de quelques instants. Je ne ressens rien.
Quelqu'un me demande si je ressens de la douleur. Le médecin parle de paralysie du cou jusqu'aux pieds.
Le sens de ces mots me vient lentement à l’esprit alors que je reste les bras croisés, silencieux comme un monolithe.
Je lève les yeux et proteste.
J'ai envie de me lever et de m'enfuir d'ici pendant que l'infirmière essuie lentement la salive de ma bouche. J'essaie de crier. Les membres refusent de coopérer.
Malgré mon immobilité, je me débats et je jette des putes sans faire de bruit.
Personne ne m'entend ni ne me remarque, même si j'ai une respiration sifflante terrible. Je ne pensais pas que je finirais prisonnière de mon propre corps.
Et c'est ainsi que ça se passe au jour le jour, même si ce n'est pas le pire.
Je mentirais si je disais que je passe du temps seule, car face au lit, immobile comme un portrait, cette chose à quatre yeux regarde mes épreuves. J'ai sa voix dans ma tête.
Il appelle à nouveau les autres. Leurs cris, épuisés par les pleurs, s'enfoncent dans le cerveau comme des épingles.
Je n'ai aucune force.
Je prie pour qu'ils me torturent à mort pendant que mon esprit absorbe la folie de mon corps immobile. J'ai envie de pleurer comme un bébé. Que dois-je faire?
Putain, je ne peux pas bouger un doigt. Je suis cloué au lit.
Avec un air de douleur sur les lèvres, j'entends leurs cris sans arrêt. Je resterai dans cette terrible stagnation pour le reste de mes jours.
Je sais qu'aujourd'hui vous êtes attiré par les jeux interdits, mais rappelez-vous que certaines erreurs ne peuvent pas être corrigées. C'est l'heure d'aller au lit les petits, brossez-vous les dents et allez vous coucher.
Ne jouez jamais avec quelque chose que vous ne comprenez pas.

Regarder la vidéo Słoń, Chris Carson - Szepty, Krzyki

Statistiques du titre :

Écoutes Spotify

Positions dans les classements Spotify

Meilleures positions

Vues YouTube

Positions dans les classements Apple Music

Shazams Shazam

Positions dans les classements Shazam